Kategorie HistorieMama

Jej synek ma 5 miesięcy. Ma go zostawić i iść pracować wśród chorych na COVID-19

Epidemia koronawirusa wciąż trwa. Dotknęła już wielu ludzi. W naszym kraju w tej chwili chorych jest 7582, a zmarło 286 osób. Zakażenie w Domach Pomocy Społecznej odbiło się szerokim echem w mediach. W jednym z nich zachorowali nie tylko pensjonariusze, ale i personel. Nie ma tam kto pracować, dlatego postanowiono o oddelegowaniu w to miejsce kilku osób. Problem w tym, że niektóre z nich zupełnie bezprawnie… Dlaczego? Zaraz się dowiecie.

Jej synek ma 5 miesięcy. Ma go zostawić i iść pracować wśród chorych na COVID-19

Ma 5-miesięczne dziecko, które wciąż karmi piersią

Monika Berkieta-Pruś jest tuż po trzydziestce i ma astmę – znajduje się więc w grupie ryzyka. Aktualnie przebywa na urlopie macierzyńskim. Kobieta 5 miesięcy temu urodziła synka, którego karmi piersią. Wcześniej pracowała w Środowiskowym Domu Samopomocy w Łychowskiej Woli. Była tam terapeutką. 6 kwietnia otrzymała decyzję wojewody, kierującą ją do placówki w Tomczycach. Wszystko podobno na mocy „Ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych”.

Kiedy rozpoczęła się epidemia, wyprowadziła się z domu i przeniosła się do rodziców. Jej mąż jest żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej i czynnie pomaga w walce z koronawirusem. Woleli więc nie ryzykować. W wielkanocną niedzielę do ich drzwi zapukali policjanci i wręczyli mężczyźnie pismo podpisane przez wojewodę mazowieckiego Konstantego Radziwiłła. Jak się okazało, mówiło ono o karze, która została nałożona na jego żonę za to, że nie stawiła się na wcześniejsze wezwanie do pracy w DPS w Tomczycach. Mężczyzna odmówił przyjęcia kary, dlatego policjanci sporządzili notatkę.

Przypomnę tylko, że wspomniana placówka została sparaliżowana, bo zakażonych koronawirusem jest tam 70 osób. Są to zarówno pensjonariusze, jak i sam dyrektor.

Wróćmy jednak jeszcze do „Ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych”. Art. 47 mówi:

Pracownicy podmiotów leczniczych, osoby wykonujące zawody medyczne oraz osoby, z którymi podpisano umowy na wykonywanie świadczeń zdrowotnych, mogą być skierowani do pracy przy zwalczaniu epidemii. Do pracy przy zwalczaniu epidemii mogą być skierowane także inne osoby, jeżeli ich skierowanie jest uzasadnione aktualnymi potrzebami podmiotów kierujących zwalczaniem epidemii

Pani Monika po tym jak otrzymała pierwsze wezwanie, postanowiła, że zadzwoni do starostwa i być może tam dowie się czegoś więcej:

Zadzwoniłam do starostwa, gdzie mnie uspokojono, że mam 14 dni na odwołanie. Napisałam maila z opisem mojej sytuacji, ale po paru dniach próbowano mi dostarczyć kolejną decyzję, tym razem z mandatem. Gdybym była w domu, policja zastałaby mnie podczas śniadania wielkanocnego z mężem i dzieckiem

Teraz postanowiła wynająć adwokata i odwołała się od decyzji wojewody. Jak się okazało, kobieta zalicza się do grupy, której powoływać do pracy nie można. Jakie to grupy?

  • osoby, które nie ukończyły 18 lat bądź ukończyły 60 lat;
  • kobiety w ciąży;
  • osoby samotnie wychowujące dziecko w wieku do 18 lat;
  • osoby wychowujące dziecko w wieku do 14 lat;
  • osoby wychowujące dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego;
  • osoby, u których orzeczono częściową lub całkowitą niezdolność do pracy;
  • inwalidzi i osoby z orzeczonymi chorobami przewlekłymi.

Pani Berkieta-Pruś jest oburzona i bardzo zasmucona tym, co się dzieje. Zwłaszcza, że zarówno ona, jak i mąż wiedzieli, że pomagać trzeba.

Oboje z mężem uważaliśmy, że należy się angażować i pomagać. Dlatego mąż się zgłosił do WOT. Teraz spotkała nas za to kara. Czuję się gnębiona za to, że jestem w domu i opiekuję się dzieckiem

Wychowuje z mężem trójkę dzieci. Jednak mężczyzna jest strażakiem i ciągle ma dyżury…

Kobieta nie jest jedyną osobą z Łychowskiej Woli, którą skierowano do pracy w DPS w Tomczycach z naruszeniem przepisów. Do takich osób zaliczają się też jej koleżanki, np. Pani Wioleta Chmielewska. Kobieta przebywa na zwolnieniu lekarskim – ma trójkę dzieci – 12-, 10- i 3-letnie. Decyzję wojewody otrzymała 3 kwietnia, po czym natychmiast zadzwoniła do starostwa.

Powiedziałam, że mam trójkę nieletnich dzieci, a mąż jest strażakiem i ma dyżury. Pani odpowiedziała, że nie może mi pomóc, ale mogę się odwołać. W sobotę patrol policji przyniósł kolejne pismo – decyzja z nakazem kary. Odmówiłam jej przyjęcia

Pani Wioleta nie kryje tego, że czuje się oszukana. Przecież prawo, które w teorii powinno ją chronić, zupełnie nie działa.

Czytamy, że w domu w Tomczycach dzieją się straszne rzeczy i nagle mam tam wejść na miesiąc. To mnie przerasta. Mogę pomóc w inny sposób, ale nie mogę zostawić dzieci. Nie wiem, czy stamtąd wrócę. Sama wychowałam się bez rodziców i nie chciałabym, by moje dzieci zostały bez matki

„Syn płakał, że się zakażę i umrę, bo mam problemy z sercem”

Kolejną osobą, która przeżywa podobną traumę jest 44-letnia Anna Kacprzak – opiekunka na etacie aktualnie przebywająca na L4. Samotnie wychowuje 13-letniego syna. Kobieta również nie powinna otrzymać wezwania, a stało się inaczej. Na nią także zdążono nałożyć już karę w wysokości 5 tysięcy złotych.

Na samą karę musiałabym odkładać dwa i pół miesiąca. Pod warunkiem, że nie będziemy z synem jeść, pić ani płacić rachunków

Dzień po otrzymaniu pierwszego pisma zadzwoniła do starostwa.

Usłyszałam, żebym zadzwoniła później, bo jest jakiś problem w decyzjach, które wydał wojewoda. Kobieta powiedziała mi, że wezwania trafiły do osób, które wezwane być nie powinny

Po tym, co usłyszała była niemal pewna, że wszystko się wyjaśni. Jednak wcale się tak nie stało.

Syn płakał, że się zakażę i umrę, bo mam problemy z sercem. Ja mu mówiłam, że to po prostu nieporozumienie, które trzeba wyjaśnić

Trzy godziny później zadzwoniła do starostwa po raz kolejny. To, co usłyszała, wprawiło ją w osłupienie.

Ta sama pani przestawiła zupełnie inną narrację. Mówiła, że mam natychmiast szykować się do pracy w DPS-ie w Tomczycach i że nie pozwoli mi się wyłgać. Moje tłumaczenia skwitowała śmiechem i zaznaczyła, że „wojewoda tego tak nie zostawi”

Oczywiście kobieta tego nie zrobiła, więc w sobotę odwiedzili ją funkcjonariusze policji z pismem nakładającym na nią karę w wysokości 5 tysięcy złotych.

Przeczytałam w nim, że muszę zapłacić pięć tysięcy. W ciągu siedmiu dni, niezależnie od tego, czy się odwołuję od decyzji wojewody o nałożeniu kary, czy nie. A ja przecież nie mam tak dużych pieniędzy. Zabierze mi auto? A może coś z wyposażenia domu? Płakać mi się chce, bo od kilkunastu dni żyję na beczce prochu, chociaż w niczym nie zawiniłam

Co na to urzędy?

Trudno przejść obojętnie po wysłuchaniu tych historii, prawda? Dlatego dziennikarze z TVN24 postanowili sami wyjaśnić zaistniałą sytuację. Skontaktowali się ze Starostą grójeckim, Krzysztofem Ambroziakiem, któremu podlega placówka w Tomczycach. Wyjaśnił on, że:

Lista, do której dotarliśmy, zawiera wyłącznie nazwiska pracowników, ich dane adresowe i informacje o ich stanowiskach. Nie ma na niej kluczowych informacji, które sprawiają, że część tych osób nie mogła być przymusowo kierowana do pracy

Z kolei pani Wiesława Pruś, dyrektorka placówki w Łychowskiej Woli powiedziała, że wysłała listę pracowników do starostwa, ponieważ otrzymała taką prośbę, ale nie została poinformowana, do czego jest ona potrzebna.

Kiedy o to, dlaczego starostwo nie przekazało tej informacji, zapytano starostę, on odpowiedział:

To się odbywało poza nami. W piątek urząd województwa chciał listę pracowników i ją przekazaliśmy. Tamtego dnia było urwanie głowy, szukaliśmy lekarzy i pielęgniarek. W sobotę były u nas dwie panie z urzędu wojewódzkiego, które powiedziały nam, że pracownicy z zawieszonej placówki będą kierowani do Tomczyc

Gdy o całą sprawę zapytano jeszcze zespół prasowy wojewody mazowieckiego, odpowiedział on:

Decyzje o skierowaniu do pracy przy zwalczaniu epidemii są wydawane w związku z pilnymi potrzebami zapewnienia obsady kadrowej w zakładach leczniczych.

Brak fachowej obsady prowadzi natomiast bezpośrednio do narażenia na niebezpieczeństwo zdrowia i życia pacjentów przebywających w tych placówkach. Wobec powyższego kara pieniężna za niewykonanie decyzji o skierowaniu do pracy służy jako środek zapewnienia wykonania nałożonych obowiązków

Oczywiście zastrzeżono jednocześnie, że:

W przypadku, gdy osoba skierowana do pracy podlega przewidzianym w ustawie wyłączeniom (np. opieka nad małoletnim dzieckiem) – wówczas wojewoda uchyla swoją decyzję – zarówno o oddelegowaniu, jak i karze

Ponadto, zapewniono, że każde odwołanie, które do nich dotrze, rozpatrzone zostanie indywidualnie. Z kolei, gdy okaże się to zasadne, decyzja zostanie najpewniej cofnięta.

Bardzo jestem ciekawa, jak rozwinie się ta sytuacja…

*Zdjęcie ma charakter poglądowy

Źródła: tvn24.pl
Fotografie: images.pexels.com
×