Kategorie Ciąża i poródDzieckoMamaPsychologiaZdrowie

Polskie ciężarne są odzierane z praw w czasie epidemii? Słowa psycholożki są bardzo mocne

Poród w chwili obecnej napawa ciężarne ogromnym lękiem. Nic w tym dziwnego. Sytuacja jest poważana. Epidemia rozwija się w najlepsze. Pojawiają się coraz to nowsze obostrzenia „dla naszego dobra”. Czy, aby na pewno? Fora internetowe zrzeszające kobiety w ciąży, matki pełne są wątpliwości i obaw. Ostatnio spore emocje wzbudził też post pewnej psycholożki. Trzeba przyznać, że daje do myślenia – polskie ciężarne są odzierane z praw w czasie epidemii?

polskie ciężarne są odzierane z praw w czasie epidemii
imgur.com

Polskie ciężarne są odzierane z praw?

We wtorek na Facebooku pojawił się post psycholożki, Agnieszki Bieli, który wzbudził ogromne emocje i wiele dyskusji. Jego autorka napisała wprost, że odwołanie rodzinnych porodów to decyzja nieprzemyślana, która odbije się na psychicznej kondycji rodzących. Wiele osób się z nią zgadza.

Polskie ciężarne są odzierane z praw? Post psycholożki daje do myślenia

Wiecie, mnie nawet sprawa wyborów prezydenckich tak nie rusza. Rusza mnie to, że już w tej chwili koronawirus jest używany jako pretekst, żeby ograniczać prawa człowieka i stosować systemową przemoc, zasłaniając to „dbaniem o nasze bezpieczeństwo”.

Jest to jeden z pierwszych sygnałów, że kryzys jest wykorzystywany przez ludzi mających władzę do przejęcia kontroli nad życiem ludzi. I zaczyna się to zawsze niepozornie – uderza punktowo, najpierw w tych, którzy mają najmniejsze możliwości się bronić, najsłabszy głos, a gdzie jednocześnie najłatwiej da się zmanipulować narrację udając „troskę o bezpieczeństwo”. Ten front rozgrywa się właśnie – a jakże – na ciałach i życiu kobiet w ciąży i porodzie. Czyli na polu, które na długo przed pojawieniem się wirusa było w Polsce obszarem systemowej dyskryminacji i przemocy. Teraz pojawiła się furtka, by tę przemoc prawnie sankcjonować. Pozamykane publiczne poradnie – kobiety przychodzące na cykliczną kontrolę w ciąży i konieczne badania prenatalne słyszą, że nie zostaną przyjęte ze względu na koronoawirusa i… odsyłane do gabinetów prywatnych. Tam jakoś da się te badania przeprowadzić bezpiecznie. Oczywiście odpłatnie. Opieka położnej środowiskowej w praktyce zawieszona, kobiety po porodzie zostają bez wsparcia.

Absolutną wisienką na torcie są jednak zalecenia polskich konsultantów. Całkowite odwołanie porodów rodzinnych i bezwzględne izolowanie dziecka od matki po porodzie, jeśli istnieje choćby podejrzenie, że matka może być zarażona. Wydawałoby się logiczne, prawda? W końcu chodzi o święte dobro tych kobiet i ich dzieci. Ale jednak nie. Zalecenia polskich konsultantów są sformułowane wbrew zaleceniom WHO i standardom obowiązującym w wielu innych krajach, które jasno określają, że opieka nad kobietą w porodzie w trakcie epidemii powinna nadal być skoncentrowana na potrzebach tej kobiety. To oznacza: umożliwienie jej porodu przy wsparciu osoby bliskiej (przy zachowaniu ścisłych zasad higieny i zabezpieczeń sanitarnych), a w przypadku podejrzenia, że kobieta jest zarażona – podejście indywidualne i ustalenie wraz z kobietą czy dziecko powinno być odizolowane. Jeśli kobieta tego chce umożliwienie jej (nawet w przypadku potwierdzenia obecności wirusa u matki) karmienia piersią (też z zachowaniem ścisłych zasad higieny i zabezpieczeń sanitarnych). Są to zalecenia oparte po pierwsze na danych naukowych zebranych na temat transmisji wirusa, a po drugie – na dostępnej wiedzy dotyczącej fundamentalnego znaczenia jakie ma dla przebiegu porodu poczucie bezpieczeństwa kobiety rodzącej, jak istotny jest fizyczny kontakt z dzieckiem bezpośrednio po porodzie dla budującej się więzi oraz jak wzmacniające dla odporności dziecka jest karmienie piersią. Większość specjalistów na świecie uznaje, że korzyści z porodów rodzinnych i karmienia piersią są tak istotne, że należy je utrzymać nawet teraz, stosując przy tym stosowne zabezpieczenia sanitarne.

Tymczasem polscy konsultanci, nie wykazując do tego podstaw naukowych, arbitralnie fundują kobietom potencjalną traumę i epidemię depresji poporodowych. Na forach dla kobiet, które są teraz w końcówce ciąży – przerażenie i rozpacz. Fundacja Rodzić po Ludzku robi co może, żeby walczyć o zmianę zaleceń i w międzyczasie wspierać psychicznie te kobiety. Tyle, że tej sytuacji nie powinno w ogóle być. Kobiety mogą rodzić bezpiecznie z partnerami nawet w obecnym czasie. Dzieje się tak w wielu krajach. Dzieje się też w Polsce, w nielicznych ośrodkach, które kierują się zaleceniami WHO, a nie polskich konsultantów. Kobieta wchodzi na izbę przyjęć sama, partner wchodzi dopiero, gdy zapadnie decyzja, że jest przyjęta na oddział – jest mu mierzona temperatura, myje się środkiem dezynfekującym, dostaje odpowiednie ubranie i idzie prosto na blok porodowy, 2 godziny po porodzie wychodzi ze szpitala i już do niego nie wraca (nie ma odwiedzin). Do tego partner pełni ważną rolę wspierającą personel – dzięki jego obecności położne nie muszą biegać między salami, żeby pomóc rodzącej w tak podstawowych sprawach jak przekręcenie się na drugi bok czy pójście do toalety. Zwiększenie ryzyka zakażenia dla kobiety, dziecka, personelu i innych kobiet – minimalne. Korzyści dla rodzącej – gigantyczne. Ale nie w Polsce, przynajmniej nie w powszechnej opiece zdrowotnej.

A jeśli myślicie, że no trudno, czasem tak musi być… to wiedzcie, że już teraz w jednym ze szpitali tę okrutną praktykę stosuje się również wobec hospitalizowanych dzieci. Wszak dwuletnie niemowlę jakoś wytrzyma na oddziale parę dni/tygodni całkowicie odcięte od kontaktu z rodzicami. Może będzie mieć traumę na całe życie, ale to przecież dla jego dobra, prawda?

„Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.” [Stanisław Jerzy Lec]

Polskie ciężarne są odzierane z praw? Co o tym myślicie?

Źródła: www.facebook.com
Fotografie: imgur.com